Rano jak się obudziłam moja skrzynka mailowa na facebooku była pełna nieprzeczytanych wiadomości. Ludzie pisali w nocy, pisali nad ranem. Pozwalam sobie upublicznić jeden wpis. Dziękuje! Myślę, że wielu z Was potrzebuje odwagi. Nie tylko po to, by pokonywać przeszkody i zdobywać cele, ale też by głośno powiedzieć innym, że ich nie potrzebujecie w swoim życiu, że bez nich czujecie się dobrze. Po kilku słowach, które wczoraj skierowałam do swojej rodzinki w kraju, a właściwie do ludzi, którzy kiedyś moją rodziną byli - w ludziach zbudził się LEW. W jednych lwiątko, w drugich dorosła lwica.
"Witaj noca..Mam czas jedynie na czytanie Ciebie. Twoje komentarze, reakcje sa mi tak strasznie bliskie, ze musze dzis skrobnac kilka slow, by Cie nimi utulic, jak najwiekszy skarb. Nieczesto sie zdarza, by ludzie mieli tyle sily, tyle odwagi, by wszystkiemu, co ich meczy, oslabia krzyknac: NIE! Ty potrafisz! Dajesz swoja postawa nam wszystkim, ktorzy z wielu, czesto calkiem nieuzasadnionych powodow nie mamy na to sil. Chce Ci dzisiaj podziekowac za doping, za przyklady, za zachete, by jednak czynic, jak Ty..."
( pisownia oryginalna )
W każdej rodzinie są niedopowiedzenia, niespełnione czyjeś oczekiwania, zawody które pozostawiają rany, wzajemne oskarżenia, wygórowane oczekiwania i rozżalone pretensje. Trzeba to zaakceptować, ale nie pozwalać - by miało to wpływ na nasze zdrowie i samorealizację. Tak jak pisałam wczoraj - zajęło mi to trochę czasu nim zrozumiałam, że to nie ja jestem "ta zła", jak próbowano mi wiele razy wmawiać. NIE!
Każdy z tych ludzi, o których ja w duchu myślę popełnił masę błędów, zrobił masę pomyłek, dopuścił się zapewne spraw, których mam nadzieję dziś się - wstydzi - dlatego tacy ludzie NIE mogą mieć wpływu na tak radykalne emocje, które w nas próbują czasem reanimować. Będą mieć wpływ, jeśli im na to pozwolimy. Po prostu. Nie pozwalajmy na to! Ja już nie pozwalam. W każdym domu jest chociaż jedno lustro - sztuka polega na tym, by umieć się w nim przelądać. Nie zaglądać w pośpiechu. A przeglądać. I traktować to jak pewnego rodzaju terapię.
Myślałam dziś też o zmarłym wczoraj Jacku Sz. Jak szybko odszedł, jak szybko zgasł. Dwa lata starszy ode mnie. Gdyby to mnie spotkało - co ja zostawiłabym po sobie innym, gdybym miała odejść tak szybko? To jest straszne! I jakie straszne musi to być dla Jego najbliższych. Poznałam Jacka dawno temu, uśmiech Mu został taki sam do samego końca. Niech prostuje tam drogi dla nas wszystkich! I odpoczywa po chorobie.
To co chcę powiedzieć, to właśnie to, że nie warto czekać jak ktoś wybaczy, jak ktoś zrozumie, jak ktoś zapuka. Warto zrobić samemu taki krok i przekonać się. Zrobić wszystko co się da, zrobić i odejść kiedy nie da się już nic zrobić. Pogodzić się z tym. Nie szarpać siebie za jakiekolwiek czyjeś słowa, emocje. By dążyć do stanu - do którego ja dążę obecnie - potrzeba zrozumienia samego siebie, kochania siebie, akceptowania siebie. Ja siebie rozumiem, bardzo kocham, bardzo akceptuje. I sama siebie bardzo mocno wspieram. Mam słabe momenty, mam chwile zwątpienia - jak wszyscy, ale sama podziwiam siebie za to, jak szybko potrafię się pozbierać po niszczycielskich kataklizmach, jakie fundują mi inni. Często ci, po których bym się w ogóle nie spodziewała.
Tak. Podziwiam siebie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz