czwartek, 4 czerwca 2015

Challenges



JESTEM.
Zbierałam się od jakiegoś czasu do tego pierwszego wpisu. Wpisu po tak długiej przerwie. Miałam wątpliwości - co do kontynuowania bloga TEJ OD TEGO RAKA! - postanowiłam tutaj spisywać swoje doświadczenia, dzielić się wrażeniami i zarażać innych pozytywną poniekąd energią. Myślę, że już nie wrócę dopisania tamtego bloga. Tamten etap w swoim życiu mam już za sobą. Jedynie podsumowując może już nawet i niebawem - zdecyduję się tam jeszcze na jeden wpis. Takie dopełnienie całości i zamknięcie tych drzwi na dobre.


K
ilka ostatnich dni spędziłam poza Londynem. I to był ten czas, gdzie spacerując samotnie przefiltrowałam głowę. Pobyt w tamtym miejscu bardzo mi pomógł, myślę nawet, że będę częściej sobie takie oczyszczające podróże organizowała. Ponieważ musiałam przemyśleć kilka spraw, odszukać klawisz 'delete', a potem ponownie wrócić na 'enter' - potrzebowałam szczerze odpowiedzieć sobie na kilka bardzo trudnych pytań i sięgnąć do swojej dość trudnej przeszłości.

Udało mi się to. 


I wróciłam pogodzona z tym wszystkim i oczyszczona z tego wszystkiego. I nie chciałabym zaprzepaścić tego stanu - w jakim obecnie się znajduję. Spokój, który odzyskałam - ten wewnętrzny - to bardzo życiodajny spokój i bardzo nam ludziom potrzebny. By być zdrowym i szczęśliwym. Wróciłam z decyzjami, które zaczęłam niemalże natychmiast realizować po powrocie. Zdystansowałam się do kilku swoich wcześniejszych błędów i  zdecydowanie łatwiej jest mi zaakceptować obecną sytuację. Zrozumiałam to, że jeśli chcę iść dalej przez swoje życie - tak jak chcę ja, a nie tak jak chcą inni - muszę odciąć przeszłość i zostawić ją za sobą. I nie wracać do niej! To bardzo bolesna przeszłość. I to było dla mnie bardzo bolesne doświadczenie. Musiałam zrozumieć, że nieuniknione jest pożegnanie się z ludźmi, których fizycznie i tak w moim życiu nie ma. Zrozumiałam, że nie warto reanimować jakiejkolwiek relacji, która się już wypaliła. Czasem trzeba powiedzieć ludziom: "Fuck off!" i nie prosić ich nigdy więcej o otworzenie drzwi. To niezwykła umięjętność wytrwać w tym. Pod koniec zeszłego roku moja rodzina została poddana pewnemu bardzo trudnemu sprawdzianowi.
Nie mogłam długo pogodzić się z tym, że nie każdy z tej rodziny zaliczył go dobrze. Niektórzy do niego nawet nie chcieli podejść. Ja nie chcę już dłużej brać na klatę tego wszystkiego - co próbowano mi od wtedy wrzucić. Nie chcę i nie wezmę. Ratując siebie - musiałam zrozumieć to - co było najtrudniejsze.

Udało mi się to.

I choć jestem bardzo silną kobietą i z takimi demonami przeszłości prędzej czy później dość dobrze sobie radzę - nim wyjechałam z miasta - porozmawiałam ze swoim lekarzem. Poprosiłam o terapię. Rozpocznę ją niebawem. Przez całe życie byłam oparciem dla innych, zawsze umiałam znaleźć odpowiednie słowa - by ukoić czyjeś cierpienie, ukołysać i przykleić plaster na ranę - dziś sama go potrzebuję i dlatego postAwiłam na swoje osobiste tzw. challenges. Weszłam na tę drogę i szybko z niej nie zejdę. Chcę jeszcze bardziej zadbać o siebie, by te naderwane strupki ponownie przyschły i przede wszystkim zaczęły się goić. Sporo ich jest w moim życiu. Myślę nawet, że od dnia kiedy mój ukochany Tato odebrał sobie życie - ja musiałam być taką strongmenką, która nigdy nikomu się nie skarżyła, a zawsze była poddawana opinii. I dziś w moim bardzo już dorosłym życiu - choć nigdy o tym nie myślałam w taki sposób - to bardzo przeszkadza. Dlatego postanowiłam sobie pomóc. Sama. Ponownie bez skarżenia się na to życie. Komukolwiek. Myślałam ostatnio o tym - jak wielu moich przyjaciół  wspiera się siłą spotkań z psychologiem, jak wielu ludzi koło mnie jest wypalonych, jak wielu ludzi chodzi na skróty i sięga po leki psychotropowe. Jak wielu ludzi próbuje sobie dać radę i nie może. Myśląc o tym wszystkim - dostałam maila od bardzo dobrej znajomej z kraju. Jest wypalona. Zmęczona. Chce pobyć sama. Bez swoich. Przyleci do Londynu. Oczywiście, że dam Jej schron. Niech odnajdzie siebie i odzyska to - po co chce tutaj na moment zajrzeć. I tak sobie myślę, że ważne jest - kiedy ma się kogokolwiek koło siebie, komu można zaufać i pokazać swoje słabe karty. Moja córka jest przewspaniałym człowiekiem. I wiem, że to jest ta moja najcenniejsza zapłata za to wszystko przez co ja musiałam przejść, a o czym niewielu wie. Bardzo żałuję, że mój Tato nie miał w nas takiego oparcia i przegapiliśmy ten najbardziej krytyczny moment. Nie potrafiliśmy Mu pomóc. Dlatego wiem jakim wsparciem w trudnych momentach są ludzie. O ile są. Warto pamiętać, by nie zniszczyć w sobie najpiękniejszych uczuć przez jakieś niewyjaśnione tematy, sytuacje. I nie pozwolić wampirom energetycznym mieć jakikolwiek wpływ na nasze 'JUTRO', zwłaszcza wtedy kiedy takie wampiry są wśród naszych najbliższych. Nie warto tracić na to czasu i przede wszystkim zdrowia. Ja mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia w życiu moim i mojego dziecka - dlatego 1 czerwca otworzyłam kolejne drzwi do ...swojego rozwoju.  Muszę jedynie przerobić to wszystko co bolało i wypalało mnie. Aż do teraz.

Wytrwam. Przetrwam. Zrobię to. Dojdę tam. 
A tamci? Zostawiam Ich za sobą. Poradzą sobie. 





2 komentarze:

  1. Zuch dziewczyna :) Tak trzymaj Patko. Do przodu z nowym słońcem w sercu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeszłości nie da się cofnąć, zmienić. Można jedynie nauczyć się z nią żyć tak, aby pozostała tylko we wspomnieniach. Wiem, że łatwo jest o tym pisać, a trudniej jest z realizacją. Dobrze, że mogłaś spędzić tych kilka dni poza hałasem wielkiego miasta i ulicami pełnych ludzi.
    Myślę, że mnie również przydałby się taki odpoczynek. Taki "reset od życia". Z pewnością pomogłoby mi to w przemyśleniu kilku kwestii życiowych i skonkretyzowaniu swojego życiowego celu. Na razie miotam się tu i tam. Ech...
    Życzę Ci dużo radości i powodzenia w realizowaniu tych wyzwań, które sobie postawiłaś.
    Trzymaj sie cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń